Stagnacja etapu życia obok siebie.
Od ostatniej notki niewiele się zmieniło. Bardzo pracuję nad sobą, żeby się nie czepiać o przysłowiowe wszystko. Ale to też nie zmienia egzaminu, bo mój Królewicz wraca do domu głównie na obiad i spać. I nie mogę mu nic zarzucić "bo co on może zrobić, ma tyle zajęć, może ma przestać się rozwijać". Cokolwiek nie powiem i tak wyjdę na heterę. Jemu dalej nie przeszkadza to, że mało co robimy razem - a w tygodniu to już w ogóle graniczy z cudem - nie licząc obiadów i spania w jednym łóżku.
Nie pamiętam kiedy byliśmy ostatnio razem w kinie, teatrze, na imprezie, w sumie gdziekolwiek RAZEM, w sensie takim bardziej "randkowym". Chciałam iść do teatru, ale Prince Charming "zapomniał kupić biletów, przecież mogłaś mi przypomnieć". Mogłam. Ale marzy mi się wyjście, które on zaproponuje i zorganizuje, ze względu na to, że ma ochotę ze mną spędzić czas, a nie dlatego, że go zmuszam.

Przemyślenia mnie naszły bo od wczoraj leże chora w domu, przykuta do łóżka, Prince wyszedł do pracy o 5 rano, wrócił o 20:00, zjadł, kładąc się ok. 21:00 oznajmił, że jutro po południu <po angielskim> idzie na siłownię <bo przecież jak kiedy i w ogóle> i że wróci również ok. 20:00. Nie muszę pewnie pisać jaką ogromną radością napawała mnie ta myśl.

Jeszcze bardziej raduje mnie myśl o tym, że Mój Osobisty Człek Płci Przeciwnej uważa, że spędzamy ze sobą niewiarygodną ilość czasu i nie potrzebuje i nie myśli o ani minucie spędzonej razem dłużej.

Ostatnio przed snem <żeby nie marnować czasu na rozmowy> próbował przewalczyć zasypianie z mp3 i ebookiem do nauki języka na uszach.

Może serio ze mnie hetera. Chciałabym żeby facet zasypiał wtlulony we mnie i szeptał mi coś miłego do ucha. Żeby czasem wpadał z biletami do kina czy teatru i mówił, że szedł obok i pomyślał, że fajnie by było razem gdzieś iść.

Bo mówienie, że kocha i fajnie mu się ze mną żyje serio może przerosnąć, ale takie drobnostki... ?

Mam nadzieje, że w jego głowie nie pojawia się myśl o zaręczynach - bo ja nie jestem pewna czy tak ma wyglądać związek rokujący coś trwałego i na całe życie. Nie jestem przekonana czy takiego męża chcę.

2011-10-14 11:45:29 skomentuj (1)
Na prawdę się staram.... ALE...
...ale nie umiem - nie umiem być aż tak obojętna!
Nie rozumiem: jak mieszkał z rodzicami udawało mu się wyrobić z czasem tak, żeby po pracy jechać do domu na obiad i dopiero na ćwiczenia. Od kiedy mieszka ze mną już nie ma na to czasu.
Po co on ze mną zamieszkał skoro nie ma ochoty do domu wracać?
Wiem, że kiedy się ludzie kłócą, to się nie chce, nie ciągnie tak... Ale jak widzę takie zachowanie to ciężko język za zębami trzymać i udawać, że wszystko jest w porządku. Woli siedzieć prawie 2h na mieście tylko nie wracać do domu...

W sumie to jestem coraz bardziej rozczarowana. Wyobrażałam sobie, że wspólne mieszkanie nas zbliży, będziemy więcej rzeczy robić razem, będzie fajnie, kolorowo i wesoło.
Jest tak, że ja nie mam prawie na nic czasu - bo tyle jest do zrobienia w domu.
Widujemy się trochę częściej niż wcześniej, ale czas spędzamy osobno: On czyta gazetę, uczy się, siedzi na internecie... Kiedyś widywaliśmy się rzadziej, ale robiliśmy coś razem.
Chciałam iść na spacer w poniedziałek to mnie wyśmiał, bo on musiał się uczyć. Nie mogę nic na to powiedzieć, bo słyszę, że mu zazdroszczę, że jemu się chce uczyć języków, a mi nie.
We wtorek był na szkoleniu - więc jak wrócił poszliśmy spać.
Środa - zajęcia - po pracy nie przyjedzie na obiad, bo woli zjeść na mieście...
Czwartek - po pracy jedzie do rodziców - bo ma francuski - wróci, zjemy kolację, pójdziemy spać.
Piątek- po pracy do rodziców - bo ma angielski...
Sobotę spędzimy razem - jedziemy z jego ciotką i matką do Zakopca - niby fajnie. Tzn. Zakopane super! Tylko przez ostatnie dwa tygodnie sprzeczek, a teraz tego czasu...Może ze mną faktycznie jest coś nie tak. Może się nie nadaję do związków.
Brakuje mi bycia razem. Jeśli już żyjemy obok siebie, to co będzie potem?
W przyszłym tygodniu drugie zmiany, więc też się nie będziemy widzieć.
Zapomniałam: cały zeszły tydzień też były drugie zmiany, więc nie-widzenie się i nie-spędzanie wspólnie czasu osiąga apogeum.
Najbardziej boli i przeszkadza mi chyba jednak to, że On tego nie zauważa. Wedlug niego spędzamy razem mnóstwo czasu, a ja marudzę...
Czy tak jest na prawdę?
Nie wiem...
Nic już nie wiem.


2011-09-28 14:43:48 skomentuj (0)
Szorstkość i oschłość
Nie cierpię jak ON odbiera telefon i oschłym, szorstkim głosem zamienia ze mna 3 słowa po czym twierdzi, że musi kończyć.
Od kilku dni jestem pomijana i zapomniana. ON nie wysila się na wysłanie sms-a. W sumie to nawet nie dzwoni - i często nie odpisuje na moje smsy. Jestem dla niego kolejną częścia wyposażenia domu - tak samo jak jest łóżko, lodówka i komoda, tak samo gdzieś tam jestem JA. Nigdzie nie wychodzimy. Nic nie robimy razem. Chciałam żebyśmy się zapisali na tańce to mu się nie chce. Chciałam iść do teatru, to "zobaczymy", co w jego wykonaniu oznacza NIE. Nie przytula mnie,już zapomniałam co to głęboki pocałunek (nie wspominając o czymś więcej), nie chodzimy do knajp, w sumie to nigdzie nie chodzimy, bo "szkoda kasy", nie mówi mi nic miłego, jak ze mną rozmawia, to albo mówi o autach albo o giełdzie, czasami jeszcze przewinie się temat brata lub efektywnej nauki języków obcych. Ostatni raz w kinie byliśmy w lipcu, a na dyskotece to już w ogóle nie pamiętam, chyba raz i to w czerwcu :/
Chcę założyć obcasy, sukienkę i znów się poczuć kobietą!! Chcę być adorowana i komplementowana.
Chcę wiedzieć, że ktoś nie może beze mnie żyć!! Chcę być czyimś życiem, a nie dodatkiem - do tego takim, który jest to jest, nie ma to nie ma.

Prawdę miał ktoś, kto powiedział:
"Nic tak nie dzieli ludzi, jak wspólne mieszkanie."
Nie sądziłam, że te słowa będą prorocze.

Z jednej strony już załuję tego kroku, z drugiej, czy coś by zmieniło, jakbyśmy odciągnęli ten moment o parę miesięcy? On i tak okazałby się taki sam - oschły i szorstki - tylko stałby się nim w kwietniu czy maju - co za różnica. Ciekawa jestem tylko, ile jeszcze wtrzymamy?
Pół roku? Bo roku to nam nie daję... Szybciej oczy sobie wypłaczę albo dostanę jakieś zaawansowanej nerwicy spowodowanej BRAKIEM OKAZYWANIA UCZUĆ.

Miłe uczucie jak KTOŚ (cudowne wręcz kiedy się jest pewnym, że to Połówek) wraca wieczorem do domu, kładzie się obok, przytula, całuje i zasypiamy w objęciach ukochanej osoby. Już totalnie idealnym obrazkiem jest, że taki Połówek szepnie do ucha: "Stęskniłem się, kocham, cały dzień o Tobie myślałem" czy coś innego na tę modłę.
Mniej miłe uczucie, a wręcz nawet bolesne gdy taki OSOBNIK wraca, myje się, przebiera, kładzie odwrócony plecami, a na próbę komunikacji werbalnej odpowiada nie znoszącym sprzeciwu tonem: "CICHO!".

Nie wiem co mam zrobić.
Wyłączyć telefon. Nie dzwonić, nie pisać. Jeśli jakimś cudem on się odezwie - zignorować - ?
Obawiam się, że ON nawet tego nie zauważy albo ucieszy się, że ma święty spokój :/

A najgorszą perspektywą jest to, że najszybciej porozmawiamy w NIEDZIELĘ!! A jest czwartek!! Wszystko ciągnie się od PONIEDZIAŁKU!! I nawet nie wiem czy porozmawiamy, bo już słyszę w uszach odpowiedź :
- Jezu, znów wałkujemy ten sam temat... ? Przecież już ustaliliśmy, że jestem lekko oziębły.
To, że do takich wniosków doszliśmy, nie oznacza, że mi z tym jest DOBRZE. A co mi po związku w którym się czuję ŹLE? Ostatnio nawet wybitnie ŹLE?
 

2011-09-22 10:44:01 skomentuj (0)
Czuję się oszukana
Oszukana i rozczarowana. Po takim długim czasie oczekiwania, w końcu razem zamieszkaliśmy i miało być tak pięknie!! Ale nie jest.
Doszły mi obowiązki - które wykonuję należycie :) Jak prawdziwa kura domowa :P Piorę, gotuję i robię zakupy. Myślałam, że ON to doceni, będzie więcej czułości i miłości, istna sielanka.
Ale nie jest. ON ma problem, żeby zrobić w domu cokolwiek. To co robię, uważa za NORMALNE i nie odczuwa wdzięczności. Zamiast tego usłszałam sobie, że łikend ostatni był NUDNY. Dla niego może był ... Ja w sobotę rano leciałam na zakupy na cały tydzień, potem wróciłam do domu i robiłam dla NIEGO obiad. Później musiałam zrobić pranie i posprzątać trochę w domu. W niedziele miałam ochotę się pobyczyć. Więc byliśmy w kościele, na siłowni, potem zrobiłam obiad na następne dwa dni (który nie został zjedzony, bo ON pojechał do domu), i zrobiłam kolejne pranie. W miedzyczasie obejrzeliśmy dwa odcinki serialu po godzince, to usłyszałam, że teraz PRZEZE MNIE oczy go bolą.
Czuję się oszukana i rozczarowana.
Nie tak miało być.
Potrzebuję buziaków i przytulania.

PS. Moja przyjaciółka jest rok po ślubie, właśnie zrobiła sobie remont mieszkania, i prawdopodobnie jest w ciąży - tak, cieszę się bardzo jej szczęściem, bo jest cudowną osobą i na nie zasługuje, tylko tym bardziej boleśnie odczuwam to, że nie mam nic. Jak ona wybierala się w podróż poślubną, mnie rzuciła miłość mojego zycia. Przy jej remoncie i ciąży - mój pomysł wspólnego mieszkania z Połówkiem już po niecałych 2 tygodniach okazuje się porażką.  Nawet już nie jestem pewna czy to na prawdę Połówek.

Wydaje mi się, że on w ogóle się mną nie interesuje. Nie pyta co u mnie. Nie pyta co robiłam. Nie wie, gdzie wysyłam cv, co czytam, ani co oglądam. Nie interesuje się czy mi się nudzi czy nie - ważny jest ON.
ON ma PLANY, a ja  jak chce mogę realizować je z nim, jeśli nie chcę - to nie - trudno - ON nie odczuje różnicy  czy ja tam jestem czy nie.



2011-09-20 08:34:09 skomentuj (0)
URODZINY :)
Tak właśnie - wczoraj miałam kolejne urodziny - stuknęło mi 27 lat :P
A urodziny tego roczne wyjątkowymi były !! :D Już to, że obudziłam się obok Mojego Połówka wprawiło mnie w cudowny nastrój!! Potem niczym balsam dla mojej duszy wspaniałe życzenia i oczywiście słowa "bardzo cię kocham" :D:D I jeszcze moje ulubione słodkości (już takie rzeczywiste w postaci moich ulubionych czekolad!!) i win (truskawkowe i jeżynowe!!) Taka trochę w skowronkach, trochę NIE (ze względu na wzgląd, że muszę, a nie chcę) ruszyłam do pracy...
Tam telefony się urywały i wszystkie inne możliwe portale społecznościowe krzycząc i wylewając na mnie słodkosci w postaci kolejnych życzeń :D :D
W domu Połówek przybrał postać Kura Domowego - upichcił mi ciasto i przygotował urodzinową kolację - uprzedzę, że nie dla nas tylko, a dla całej rodziny zgromadzonej licznie - w ilości ni mniej ni więcej - dziesięć!
Z pracy do domku pędziłąm jak szalona - obawiając się co zastanę w kuchni - nadmienię, że Połówek doświadczenia w kuchennych bojach nie posiada... Ale zaskoczyła mnie kuchnia błyszcząca i czysta i piękne ciasto w lodówce :D
Pierwszy raz od "zawsze" mieliśmy okazję zjeść razem obiad w środku tygodnia!! :) Potem spacerek, a dalej przygotowania do rodzinnej nasiadówy, w których to Połówek dzielnie mnie wspierał, a czasem wręcz wyręczał !! :) Byłam wniebowzięta :D :D
Z rodzinką poza ich spóźnieniem też miło czas minął i nawet spływająca galaretka z ciasta i rozgotowany makaron nie popsuł mi nastroju ;P
To były najlepsze urodziny od chyba mojej 18stki :P :P Takie mogę obchodzić codziennie albo chociaż dwa razy w roku :P
Wyjątkowo zaskoczył mnie Połówek bo spisał się na medal, a może nawet na dwa ;) :)

2011-08-26 09:49:23 skomentuj (0)
Wspólne mieszkanie
Temat wspólnego mieszkania poruszony po raz tysięczny. Bez zmian. Ł. zapiera się rękami i nogami, żeby tylko razem nie mieszkać. Już sama nie wiem o co chodzi. Potrafi wymienić tysiące (bzurnych) argumentów na "NIE".
A mi po głowie chodzi tylko jedna myśl: skoro nie chce razem mieszkać to nie myśli o mnie poważnie i mu na mnie nie zależy.
Po co mówi o ślubie albo dziecku, skoro nie ma ochoty ze mną mieszkać?
Może ostatnio już za często o tym mówię - ale za to on sam z siebie nie mówi nic. Mogłabym chyba czekać do śmierci i bym się nie doczekała aż on powie, że czas razem zamieszkać - po za totalnie hipotetycznymi wzmiankami.

Jedne kobiety mają "ciśnienie" na ślub, inne na dziecko, a ja mam parcie na wspólne mieszkanie.
Chciałabym normalnego, regularnego związku, a nie z "doskoku".
No i szkoda mi marnowania czasu - jak ma coś nie wyjść to po wspólnym zamieszkaniu szybko to wyjdzie na jaw, a "chodzić" ze sobą to możemy i 10 lat i nic nie będzie wiadomo.



2011-08-08 09:49:41 skomentuj (0)
Takie tam sobie...
Tak zazdroszczę dziewczynom, które mają swoich facetów na codzień w domu... Kolejna sobota nam na 90% odpadnie... Tzn. nie cała... Ale połowa i przy okazji piątek wieczór :( I następna pewnie tak samo :( Wakacje... :(
Jak Połówek przyjeżdza w sobotę po południu to łikend tak szybko mija... Chciałabym móc z pół dnia leżeć przytulać  się i nic nie robić - a tutaj trzeba iść na zakupy, czegoś poszukać, coś tam zrobić, z kimś się spotkać i tak w kółko i nagle jest niedziela wieczór i idziemy spać... :( A ja czuję się nie-do-tulona, niedopieszczona i niepocieszona - myślą, że kolejny łikend znów zacznie się od sobotniego popołudnia zamiast od piątku wieczorem... :( To już chyba czwarty albo piąty z rzędu...

O wiele milej wracałoby się do domu wiedząc, że czeka w nim Połówek. Łatwiej byłoby dobrnąć do łikendu. Lżej przeżyć mękę poszukiwań pracy. Wszystko byłoby prostsze.
Móc budzić się i zasypiać razem - codziennie - mi by to wystarczyło do szczęścia :-)

Tęsknię na codzień innym rodzajem tęsknoty - nie tej palącej i zżerającej od środka wnętrzności - tęsknię brakiem - brakiem części mnie - część mnie znika na kilka dni tygodnia - i wtedy nie jestem sobą  - nie można być sobą nie będąc CAŁOŚCIĄ.

Ciekawe kim wtedy jestem? Sfrustrowaną Księżniczką ;)

2011-08-01 21:44:14 skomentuj (0)
WEEKEND
Łiked zaliczam do wyjątkowo udanych z tej o to prostej przyczyny - zero sprzeczek :-) Przeszczęśliwa jestem, prawie zrelaksowana i znów zakochana :-) Jak to niewiele trzeba... :-) Co prawda wolałabym spędzić ze swoim Połówkiem więcej czasu, ale akurat P_R_A_C_A nam na to nie pozwoliła... Jeszcze jedna zajęta sobota i mam nadzieję na jakąś zmianę w ilości spędzanego czasu....

A we wtorek mam imieniny i Połówek przyjedzie :D :D :P


2011-07-25 11:12:49 skomentuj (0)
Nietóre blogi mnie dobijają bo....
... nie cierpię czytać o tym, jak ktoś codziennie czeka na swojego Połówka, że widują się codziennie (dorośli, pracujący i On chce).... Że Połówek zrobił niespodziankę, zaskoczył - wrócił wcześniej bo się stęsknił, dał kwiatka, zrobił kolację, kupił super prezent o którym Ona marzyła - na imieniny, urodziny, bez okazji - zobaczył coś i chciał jej sprawić przyjemność - i tysiące tego typu rzeczy.
Dobija mnie to.
Ponoć faceci NIE są romantyczni.
To co - one kłamią, tylko po to, żeby denerwować takie osoby jak JAAA??
Spragnione uczuć i wylewności?
Czy jak... ?
To NIE FAIR. NIE FAIR!!
Ja mam miękkie serce i nijak nie chce się ono zmienić.

CYTATY:
"
Dzis obudzil mnie jak zwykle buziak i przytulanie na nieprzytomna - uwielbiam pobudki i zasypianie przy moim ksieciu:P"

Reszta potem


2011-07-22 10:10:47 skomentuj (0)
Po co mi to...........?

Żałuję zmiany abonamentu. Nie ptrzebowałam tego głupiego telefonu ani nieskończonej ilości minunt do PLAY. Każda rozmowa kończy się łzami w oczach i żalem. Po co dzwonię, skoro wiem co usłyszę?
Wtorek:
- Przyjedz.
- Dlaczego?
- Bo mnie kochasz.
- No coś ty!! Mam francuski, jestem zmęczony, chcę się wyspać!!
Zadzwoniłam o prawie 22:00.
- Co już śpisz... ? (taki zmęczony był)
- Nieee... Układam playlistę.
Powstrzymałam się od wysłania sms-a po co kłamał, że jest zmęczony - wolał po prostu układać listę niż spędzić ze mną czas.
Środa - stały harmonogram : rowery, potem ja - WOW!! Normalnie powinnam sikać ze szczęścia.
Czwartek - odwołali mu zajęcia:
- Przyjedz do mnie.
- Nie, no co ty, ale sobie wymyśliłaś, wyspać się chcę, uczyć się będę....
- Nie widzisz, że twój związek się sypie?
- Ojej, ale o co ci znów chodzi?
- O to, że na twoich oczach rozpada się twój związek, a ty nic z tym nie robisz.
- Ja w ogóle nie wiem o co ci chodzi.

Właśnie...
Nie wiesz o co chodzi...
A może nie wiesz o co chodzi w związkach..? Że nie chodzi o czas spędzany wspólnie wedle harmonogramu, ale chęć spędzania go razem jak najczęściej? Dlaczego wolisz spędzać czas z rodzicami i z bratem niż ze mną?

Kiedyś marzyłam o tym, że razem zamieszkamy. Cieszyłam się, myślałam jakie to będzie cudowne. Dziś nawet o tym nie myślę - bo nie wiem ile jeszcze przetrwa to wszystko. Poza tym twoja obojętność i niechęć zabrała mi całą radość. Skoro nie odczuwasz potrzeby widywania się codziennie to jak ja mogę myśleć o wspólnym mieszkaniu, życiu?

To wszystko łamie mi serce. Jest mi smutno, a ty dopiekasz mi słowami;
- Ty lubisz się smucić.
Może czekasz aż to wszystko samo się skończy.

Jestem słaba. Wiem, co powinnam zrobić, co miałby szansę pomóc - ale nie umiem.
Staram się rozmawiać  - ale to nie daje efektu.
Mówię wprost - też jakby nie docierało.

Potrzebuję MIŁOŚCI czy to tak wiele? Ciepłej, widocznej gołym okiem MIŁOŚCI.
Przytulania.
Ciepła.
Bliskości.
Słodkich słówek.
Romantyzmu.
Spontaniczności.

Nie umiem bez tego żyć. Nie umiem się przestawić na chłodne życie według harmonogramu. Nie jestem i nie chcę być "kolejnym punktem do odklepania".

Nie wiem co mam robić. Jestem zdezorientowana i załamana. Byłam pewna, że to własnie TO.
Najchętniej nie ruszałabym się z miejsca, a muszę iść na zajęcia.
Nie lubię jak rzeczywistość mnie przytłacza.


2011-07-21 17:21:24 skomentuj (0)
Dlaczego niektóre osoby nie powinny czytać bloga...?
1. OT - czyli osoba będąca najważniejszą częścią mojego życia odebrać to może zbyt emocjonalnie (a może raczej racjonalnie) i poczuje się ciągle krytykowana - a BLOG TO MOJA ŚCIANA PŁACZU - jak mi źle to wejdę, pomarudzę, wyżalę się i od razu mi lepiej!
2. Czytając zwykle nie zwraca się uwagi na daty - czytam dzisiaj, to pewnie notka dotyczy dnia dzisiejszego -to najbardziej mylne stwierdzenie. W ciągu jednego dnia można przeczytać 10 lat mojego życia. I nie można podsumować tego w tak prosty spósób.
3. Moje notki są bardzo emocjonalne, czasem wyolbrzymione - z powodu wymienionego wyżej - chcę się wyżalić, wyrzucić z siebie złe emocje, a słowa służą temu doskonale.
4. W moim blogu są "dziury" - piszę rzadko, więc nie ma przedstawionego całokształtu wydarzeń: początku, środka i zakończenia, są tylko wyrwane z kontekstu emocjonalne wypiski - czasem wyolbrzymione lub zakrzywione , bo akurat miałam na prawdę podły dzień czy humor.  Jakoś nie zdarza mi się zbyt często pisać, jak po burzy nadszedł spokój, jak doszliśmy do porozumienia i jak fajnie się potem wszystko układało. Jak po różnych niedomówieniach z Księciuniem, nagle wychodzimy na prostą i udaje się coś sensownego ustalić, a często gęsto żadne z nas nie miało złych intencji - tylko każde "coś sobie pomyślało", czegoś "nie dopowiedziało" i "wyciągneło wnioski" nie poparte racjonalnymi przesłankami. Coś na zasadzie:

- Co myślisz o tych spodniach? (z założeniem: czy dobrze leżą na tyłku i czy nie pogrubiają nóg)
- Taki krój dziwny, a nie są za ciasne? (z myślą: skoro ja noszę luźne, to po co ona się w takie ciasne wciska)
Ja: obrażona: tak, pewnie grubo wyglądam, źle spodnie leżą itp. I za chwilę zaczyna się sprzeczka. On: totalnie  zaskoczony o co mi chodzi, chciał przecież, żeby mi było wygodnie. Potem jak zwykle jakieś tłumaczenia i wyjaśniania: "co autor miał na myśli". Następna wizyta w sklepie przebiega bez problemu:
On: wie, że kobiety kupują mega obcisłe spodnie i to normalne, patrzy już tylko czy dobrze leżą, a ponad to podaje inne rozmiary, kiedy to konieczne :-)
Ja: wiem, że dziwne spojrzenie nie oznacza dezaprobaty dla wyglądu w spodniach, tylko zdziwienie jakie cyrki wyprawiają moje nogi, żeby wcisnąć się w cholerne rurki! :)

Albo wracamy ze spotkania ze znajomymi, cały wieczór boli mni brzuch. Wykoncypowałam sobie, że jak w domu wypiję lampkę wytrawnego wina (sprzyja przecież trawieniu :D) to mi przejdzie. Więc mówię:
- Skoczymy do sklepu po jedzenie i winko - napijemy się w domu (z myślą o jednej szybkiej dość lampce)
- To sama będziesz pić, ja idę spać!! (z myślą - jestem zmęczony, nie będę siedział 2h i całej butelki pić)
- To sobie sam śniadanie zrobisz, jak ja sama mam wino pić!!
I sprzeczka gotowa. Żadne nie spytało się o co na prawdę chodzi i co jak ma wyglądać. Z fałszywych przesłanej wyciągniete fałszywe wnioski. Oczywiście wszystko się wyjaśniło na drugi dzień.

A ja zwykle opisuję tylko pierwszą część sytuacji - czyli samo nieporozumienie i emocje, które to we mnie wywołuje.
Zostają takie notki wyrwane z kontekstu, które mogą być krzywdzące, dla osoby będącej częścią wydarzeń.

PODSUMOWUJĄC: "Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją" ;)
Bierzesz pełną odpowiedzialność za podjętą decyzję chęci wejścia tutaj i przecztynia wszystkiego. Nie możesz obwiniać mnie za emocje. Cierpię na zaawansowaną wrażliwość. Inaczej odbieram świat niż ty. Dla mnie coś jest "AŻ!!!!!!!" dla ciebie "TYLKO". Niektóre wydarzenia ty odbierzesz jak "ugryzienie komara", a dla mnie to już "pogryzienie przez tygrysa". Jesteśmy "emocjonalni inaczej":-) Mnie trawi ogień, a ty jesteś "lekko oziębły" ;)
Trzeba wziąć na to poprawkę :)

Ale czy gdyby było inaczej pasowalibyśmy do siebie jak dwa puzzle? :-)



2011-07-18 08:42:53 skomentuj (0)
Brak zrozumienia
Dość mam. Od czasu Jego wyjazdu wyszło parę spraw - dość fundamentalnych - które totalnie mi nie odpowiadają w jego zachowaniu... Tylko, że poza tym, że mi nie odpowiadają, to on nawet na to nie zwraca uwagi - co wprawia mnie w stan zaawansowanej dezorientacji.
W poniedziałek sprzeczka na temat spędzania czasu. W środę rozmowa - tym razem na spokojnie. W piatek sms: nie przyjadę, bo jadę skręcać meble. Mam dość - zawsze jest "coś"!! Jest angielski, francuski, jest spinnig, tai-chi, ciocie, wujkowie, kuzyni, nauka, play-listy.... Tysiace spraw - każda ważniejsza ode mnie....
Mówię - pokaż, że ci zależy żeby się spotykać - a on znów robi to samo.... Ręce mi opadają i mam dość.

Na domiar wszystkiego - piszę do niego sms, proszę żeby potraktował go poważnie, żeby odpisał - odpowiada mi głucha cisza...Szkoda mu 2 min ...

W akcje ostatecznej desperacji napisałam do psychologa, odpisał:
"
Rozpaczliwie szuka Pani mężczyzny , bo wydaje się Pani, że wtedy będzie Pani  "pełnowartościową" potrzebną osobą. Oczekuje Pani miłości takiej jaką Pani sama chce kogoś obdarować.

W ten sposób, poświęcając się bezgranicznie dla kogoś zatraca Pani siebie i swoje pragnienia. Tak bardzo chcąc kogoś kochać staje się Pani bezbronna, a mężczyźni to wykorzystują.

Proszę nie dać się tak traktować, postawić pewne warunki, granice partnerowi, odpowiedzieć sobie na pytanie,  czy takiego partnera Pani chce? Co Pani dostaje w zamian za swoje oddanie? Poza złudnym poczuciem bezpieczeństwa. Co Pani dostaje poza spotkaniami?"

Co dostaję w zamian za swoje oddanie: parę sms-ów, miłe 2-3 dni w tygodniu...Źle mi z tym.

Czego oczekuję od partnera:

1. Pełnego zaangażowania - widocznego. 

2. Chęci spędzania ze mną jak największej ilości czasu, robienia wszystkiego ze mną.

3. Partnerstwa - uzgadniania wszystkiego wspólnie, nie podejmowanie decyzji na zasadzie "ja chcę.."

4. Przede wszystkim być dużym numer 1 na liście jego priorytetów.

Nie wiem co robić. Nie umiem z nim rozmawiać. On mnie nie rozumie, albo się ze mną nie zgadza. Też nie wiem.



2011-07-08 06:04:47 skomentuj (0)
30 czerwca...
Smutno mi. I nie mam ochoty na NIC. Nawet na jedzenie - o dziwo!! W brzuchu burczy, a mi się nie chce jeść... :(
To takie niesprawiedliwe - dlaczego facet jak wyjeżdza może zapomnieć o bożym świecie, świetnie się bawić i nie tęsknić? A wszystkie dziewczyny, które znam, zawsze tęsknią i zawsze myślami są przy swojej połówce i zabawa zawsze jest udana "tylko trochę" bo nie ma przy nich faceta...? Uh... Jak bym chciała wyłączyć uczucia, szaleć, bawić się i nie myśleć, a jednak trwać w związku i być z niego zadowoloną...
Jeśli sprawdza się pierwsze, to znaczy, że mi nie zależy... Jeśli prawdą jest druga część zdania, pierwsza staje się niemożliwa... Co robić?
No i jak na złość już 2gie spotkanie odwołane... Spotkania, które miały pomóc oderwać się od smętnych myśli...



2011-06-30 11:51:00 skomentuj (0)
OT pojechał i zostawił mnie na pastwę losu..
Czas leci nieubłaganie - nie zdążyłam się obejrzeć, a już nie było mnie tutaj 3 miesiące!! Z OT układa nam się dobrze - jak to w związkach - doliny i górki, ale zwykle łączka z jakimś natrętnym komarem od czasu do czasu :P :P
Pracuję od kwietnia, więc na polu zawodowym również bez większych zawirowań - o dziwo - pracodawca już zdążyl dać mi umowę na czas nieokreślony, więc jestem przeszczęśliwa i bezpieczna :)
Z rzeczy, które ostatnio zajmują intensywnie mój umysł:
Mój Kochany Księciunio pojechał sobie hen daleko za siedem gór i rzek i zostawił mnie samą na 8 piekielnie długich dni!! :( Zapełniam je czym mogę - tzn. szczególnie nie muszę, bo zawsze mam zapełnione :P Ale tęsknię, mimo, że dopiero środa... :( Najciężej mi gdy pomyślę o łikendzie - w końcu od grudnia spędzaliśmy wszystkie razem... Mam już poplanowane conieco, ale to nie to samo... Jedyną rzeczą która by mnie uratowała, są zakupy, ale niestety - wypłata dopiero 10.... :(

2011-06-29 18:12:09 skomentuj (0)
Wyrzuty sumienia...

Mam wyrzuty sumienia - wobec psiapsióły... Wiem, że jest mną ostatnio rozczarowana... Nie mam czasu w łikendy... Każdy zajęty często od sobotniego poranka do poniedziałku. Jest mi głupio, że ją zaniedbuję, szczególnie, że kiedyś spędzałyśmy razem dużo, dużo więcej czasu... Tylko jakoś JESZCZE nie umiem zrezygnować ze spotkania z moim OT - mamy sytuację, jaką mamy - widujemy się w łikendy - a czasem uda nam się wykraść jeden wieczór w tyogdniu... W tej chwili ciężko mi zrezygnować nawet z 30 min spotkania z nim, a co dopiero z całego sobotniego wieczoru!! Mam pełną świadomość tego, że to jeszcze trochę potrwa, bo jesteśmy razem dopiero ciut ponad 2 miesiące. Liczę na jej cierpliwość i wyrozumiałość - pamiętam, jak to jest, bo sama nie raz przechodziłam to z różnymi koleżankami... Wiem, że też mi było ciężko zrozumieć:
- Wielkie halo, jeden dzień się nie zobaczą i co z tego...
Ale jak zawsze łatwo powiedzieć trudno wykonać...
Mimo to, jest mi ciężko, bo wiem, że sprawiam swojej najlepszej przyjaciółce przykrość.

Btw. Najlepsze jest to, że już o 19:00 żałowałam podjętej decyzji. Głupie zamroczenie - szybko przypomniano mi, że facet NIGDY nie jest warty "poświęcania" czegokolwiek, a przede wszystkim możliwości spędzenia czasu z człowiekiem, który mnie ZNA, ROZUMIE, WYSŁUCHA, POCIESZY, PORADZI. Człowieka, przy którym ZAWSZE mogę być sobą, nie bojąc się negatywnej reakcji.
Swoją drogą, nigdy nie sądziłam, że słowa "jesteś egoistką" kiedykolwiek TAK mocno mnie zabolą... W końcu tyle słyszałam... Jednak to niewinnie brzmiące słowo pobiło wszystko... Pląta mi się po głowie, depcze mózg...



2011-03-08 14:04:55 skomentuj (0)
Wyciąganie wniosków...

...albo jest na prawdę skomplikowane albo nie każdy chce je wyciągać. Bo długiej sobotniej rozmowe z OT dotyczącej zaangażowania i okazywania uczuć, gdzie wydawałoby się (i zostało przez niego potwierdzone), że wszystko zrozumiał i coś się zmieni, dowiedziałam się we wtorek, że nie jednak w czwartek nie przyjdzie, bo nie chce przekładać dodatkowych zajęć na sobotę, bo później ma całą rozbitą -"najwyżej potęsknimy jeden dzień dłużej". Ciężko mówić tutaj o tęsknocie - jak mogę tęsknić za kimś kogo więcej nie ma niż jest? Kolejny sms-owy facet.... Świetnie.
Poruszając ten temat na gg, a jakże - zostałam pięknie ZIGNOROWANA - po dwóch zdaniach OT najzwyczajniej w świecie przestał odpisywać - nie pożegnawszy się nawet.
Co jest z tymi facetami nie tak... ??!!
Mam się zakochać w papierze ściernym??!!


2011-02-23 12:56:27 skomentuj (0)
Złakniona komplementów...
...chyba się zgłoszę sama na przesłuchanie, żeby usłyszeć w końcu coś miłego od przedstawiciela płci męskiej... Wtedy w ciągu godziny usłyszałam więcej miłych rzeczy niż teraz w przeciągu 3 miesięcy.... :( Albo zacznę pisać do MM3, bo ten też miał gadane... Przynajmniej czułam się do-komplementowana i do-wartościowana i zauważana....
Teraz to sobie mogę jedynie powspominać różne miłe rzeczy, które kiedyś słyszałam jak to, że:
"masz piękne oczy... nie, jednak nie - cała jesteś piękna"
" wiem, że nigdy w życiu nie spotkam już kogoś takiego jak ty..."
" nie umiem ci się oprzeć..."
"jesteś piekielnie inteligentna"
itp....
:( 

Btw. Do tej pory ani razu nie słyszałam żeby Mój Osobisty OT zwrócił się do mnie po imieniu... Wogóle nie słyszałam, żeby kiedykolwiek je wymawiał. Żeby w jakikolwiek "miły" sposób się do mnie zwracał. Jestem traktowana "bezosobowo".

EDIT: A jakiś czas temu zostałam mianowana Księżniczką i bardzo mi to odpowiada :D :D :P


2011-02-18 11:44:27 skomentuj (0)
I wogóle...
...nie wiem po co ja się tak staram...? Chyba po raz kolejny popełniam ten sam błąd - niepotrzebnie staję na rzęsach i tańczę... Smsy, maile, gg... Propozycje, pomysły...? Po co? Zakładając, że nie dostałam dzisiaj odpowiedzi na dwa z trzech środków przekazu, a na jeden dość olewatorski, właściwie głównie z informacją (mocno dość opóźnioną) o zmianach planów...
Wszystkiego się odechciewa.
Koniec rozpieszczania.
Zedrę buty od zapierania się, ale nie będę już tak robić.
Sama bliskości budować nie dam rady.
Właśnie ... budowanie bliskości... widmo nikłych jej fundamentów mam przed oczami... i nie widzę perspektyw na zmiany... jak mam się zaangażować jeśli nie ma sukcesywnie budowanej bliskości i zaufania...?

2011-02-16 22:23:12 skomentuj (0)
Najlepszy plan - zero planów
Od wczoraj w gruzy obraca się każdy mój plan - miała wpaść psiapsióła na ploty, a w dniu kolejnym OT - chciałam być miła - upiekłam ciastka - bo to miłe poczęstować gości ciastkami. Psiapsióła nie wpadła, bo się źle czuła, OT nie będzie bo jest niewyspany - a pewnie mu się nie chce po prostu. Jedyny plus to to, że się nie zmobilizowałam i nie poleciałam kupić dla OT bułek na śniadanie, bo chyba teraz bym musiała je wyrzucić...
WNIOSEK: nie warto się starać, bo każdy plan może zostać zniweczony przez ludzkie lenistwo - a szczegółowo - po co zarzucać własne lenistwo dla kogoś, kto nie ma zamiaru walczyć ze swoim?
Rozczarowana jestem na maksa. I po co marnowałam czas na szukanie drugiej kołdry??!!
Swoją drogą to interesujące dzisiaj być niewyspanym, przez noc poniedziałkową. Nawet do głowy nie wpadnie, że może, to ta wtorkowa noc była  nienajlepsza?
Zresztą. Jak dla mnie to możemy się znów widywać raz w tygodniu przez 2h - nie będę musiała robić durnych śniadań, kolacji ani innych dziwnych rzeczy. I oboje będziemy wyspani. Po pół roku stwierdzimy, że równie dobrze możemy się wogóle nie widywać i wszystko rozejdzie się po kościach. Jednak to prawda - im człowiek starszy tym więcej ma przyzwyczajeń, których nie chce zmieniać.
Cieszę się, że mamy XXI wiek i że mogę o sobie stanowić.
Ament.


2011-02-16 16:05:35 skomentuj (0)
Ozdrowienie ! :D
Może to kwestia 3  dni przeleżanych w łóżku, a może wizyty mojej OT - w każdym razie znów jestem przeszczęśliwa i czuję się rewelacyjnie w porównaniu z poprzednimi dniami :D :D
Jak spotkanie może naładować aż tak pozytywną energią - nie wiem - nie interesuje mnie to - grunt, że działa :D :D

2011-01-23 12:48:27 skomentuj (0)
Dziecięce marzenia
Co się z nimi dzieje? Co dzieje się z nami, między "dorosłością", a "dziecięcymi marzeniami", ilu z nas udało się je spełnić?? Jako dziecko, zawsze marzyłam, żeby zostać:
- kowbojem
- muszkieterem
- piratem
- rycerzem
Ewentualnie żółwiem Ninja albo Ernim :-) Wszystko takie żywe, rozbudzające emocje i związane z tysiącem przygód... Jakiej pracy szukam teraz? Za biurkiem - nie wymagającej niczego... Nudnej i spokojnej... Pójść, odbębnić, a potem dopiero żyć... Po pracy uwielbiam różną, dziwną aktywność : dzikie tańce, sztuki walki, wszystko co wymaga zużycia ogromnej ilości energii... Czemu nie umiem przełożyć jej na życie zawodowe? Co dzieje się z moją energią życiową wtedy? Czemu się chowa...? Nie wiem ...

2011-01-22 09:25:27 skomentuj (0)
Jak zwykle siebie nie rozumiem :P
Czyli jak to jest, że najbardziej tęsknię dnia pierwszego, każdy kolejny jest bardziej obojętny...? Tak samo jak pierwszego dnia czekania, nie mogę się doczekać dnia Jego przyjazdu, a gdy ten nadchodzi jakoś nie umiem wykrzesać z siebie aż takiego entuzjazmu? Wczoraj to mi normalnie głupio przed sobą sama z tego powodu było.
Of corz zrzuce całą winę na hormony - nie dość, że zbliża mi się okres, jestem przeziębiona, nie mogę się ruszyć z łóżka, a co za tym idzie nie mogę ćwiczyć, a ochotę na jedzenie mam przeogromną... A miałam zrzucić 3% tkanki tłuszczowej... :( Jutro czeka mnie intensywny blok ćwiczeniowy więc się muszę wykurować...
Czuję się jakby motyle bawiły się ze mną w kotka i myszkę, czasem się pojawią, połaskoczą mnie i odlatują... Może to jednak kwestia niezbyt częstych spotkań? Może - żeby całkowicie rozbudzić moje emocje potrzeba najzwyczajniej w świecie większej ilości kontaktu? Widywanie się 2-3 razy w tygodniu, a w pozostałe dni kilka smsów nie pozwala mi się rozwinąć? Bo kiedy we mnie coś się budzi, to On znika...? Hm... może... Ale może to lepiej... tak jak z odchudzaniem - wolniej chudniesz, na dłużej zadziała :P
Sama nie wiem. Mam wątpliwości. Niewątpliwie. Mam.

2011-01-20 18:00:31 skomentuj (0)
Weekend, weekend i po weekendzie...
Łikend minął mi porażająco szybko !! Biorąc pod uwagę złośliwość czasu, który najpierw przez 6 dni wlókł się niemiłosiernie, a potem popędził jak szalony... Eh... Gdybym tak tylko mogła rozciągać niektóre chwile w nieskończoność...
Nigdy nie wierzyłam, że poznam kogoś takiego. Z całym tym moim sceptycyzmem, a raczej pomimo tego, zaczynam być święcie przekonana, że teoria o dwóch połówkach jabłka jest prawdziwa... Na każdym kroku zaskakuje mnie idealne dopasowanie, psychiczne i fizyczne. Mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni.
Teraz na szczęście muszę wyczekać tylko 2 dni - do środy :-)
Rozmarzona i rozanielona na maksa...

2011-01-17 17:31:26 skomentuj (0)
Odkrywczo...
Odkrywczo stwierdzę, że 6 dni niewidzenia OT wprawia mnie w stan deprymująco nieszczęśliwy. A myśl, że z tych 6 dni, zostały jeszcze tylko jakby 2, wywołuje głupawy uśmiech na mojej twarzy.
Gdyby jeszcze nie wisiało nade mną widmo bezrobocia, była bym przeszczęśliwa.
A słuchać jak mu na mnie zależy mogłabym dzień i noc, do końca świata :D :D To balsam dla moich uszu i poranionej duszy. Nawet powoli zaczynam czuć jak gorejące rany zrastają sie, w nic nie znaczące blizy - ślady po dawno minionych mrocznych czasach.... Czsach pogardy i przewartościowania wszystkich wartości. Czasach, w których noc nigdy nie zmieniała się w dzień, a porażającą ciszę przerywało jedynie złowieszcze wycie... Hmm... chyba mnie troche poniosło :P To nie to opowiadanie ;)

2011-01-12 22:51:12 skomentuj (0)
Intuicja still working...
Jednak intuicja działa. Nie jest do końca tak jak wydawałoby się, że jest, a że czułam to na odległość, to się wkurzałam.
Sobotni wieczor (dla mnie bynajmniej) wypadł rewelacyjnie - bawiłam się świetnie, może nawet lepiej niż na sylwestra :) Mega wypaśnie !! :) Wytańczona na maksa!! Chociaż chętnie zdzierałabym parkiet do białego rana, ale niestety moja OT miała dość :-(
Tylko po imprezie zaczęły się schody - wyszło na jaw kilka spraw, niektóre były dla mnie tak szokujące, że myślałam, że się przesłyszałam. Cały stres przed sobotnim wyjściem, sprzeczka z M, i na dodatek coś, do czego dojść widocznie wczoraj nie powinno - skończyło się szlochaniem w poduszkę, a rano poważnymi rozważaniami (już samotnymi) czy to wszystko ma sens i rację bytu.
Nie chcę, żeby znów mnie ktoś na siłę zmieniał.
Nie chcę się uginać, udawać, bo ktoś tego ode mnie oczekuję, szczególnie w tak ważnej kwestii jak wiara.
No i jeszcze usłyszeć tuż po pierwszej wspólnej nocy, że seks spłyca związek - bezcenne... Jak się wtedy poczułam? Nawet nie wiem - chyba jakby mi ktoś płuca rozdzierał na drobny mak plus poczucie poniżenia. Czy seks kiedyś znów zacznie kojarzyć mi się z czymś przyjemnym, z uczuciami, motylami w brzuchu i milością, a nie odarciem z szacunku do siebie samej i poniżeniem? Myślałam, że teraz tak się stanie - niestety - to jedno zdanie sprawiło, że wróciłam do rzeczywistości... A przez chwilę chodziłam w chmurach. Krótką chwilę. Upadek z tak wysoka bywa na prawdę bolesny -a ten był na dodatek zaskakujący. Nie spodziewałam się tego po nim. Nie byłam przygotowana.
Może coś się wyjaśni, może coś się z w tych kwestiach zmieni...
Czas pokaże.

2011-01-09 19:31:49 skomentuj (0)
It's complicated....
Powinnam być już zadowolona. Wszystko uklada się jak chciałam. Ale nie jestem. Co chwilę chodzę naładowana jak bomba atomowa i szukam powodu żeby w końcu móc wybuchnąć. Tylko, że powodów nie ma, a ja nawet na siłę starając się jak mogę, nie umiem rozładować energii bez niczego. Chyba chcę wszystko popsuć. Podświadomie czuję, że mogło by być najzwyczajniej w świecie fajnie, a jestem skażona toksycznością ludzi i nie potrafię się z tym pogodzić, więc sama zaczynam rzucać kłody pod nogi.
Stań na rzęsach i zatańcz, a dla mnie to i tak będzie za mało.
Bo mnie nie da się zadowolić. Zawsze coś będzie nie tak i źle. Trzeba zacząć prostować swoją psychikę zanim na prawdę zacznę krzywdzić ludzi dookoła siebie.
Dzień marudzenia - przez niewyspanie i głupie wpadki....
Stres przed jutrem.
Lekkie rozczarowanie osłabieniem moich zdolności manipulacyjnych.
Popsułam się razem z moją siłą perswazji.
Tylko dlaczego tak się stało...?

2011-01-07 21:55:40 skomentuj (0)
Koniec Roku...
...czyli czas podsumowań i postanowień.
Jaki był rok 2010? Trudny. Ale łatwiejszy niż 2009. Rok 2010 rozpoczął się wielkimi obietnicami, które parę miesięcy później okazały się nie wartymi złamanego grosza mrzonkami. Słowa rzucane na wiatr krążyły wokół mnie niczym trupie motyle - nie dało się od nich opędzić. Dużo się działo, a ja rozdarta byłam między PL, a IRL. Dwie prace - jedna będąca prawie że spełnieniem marzeń, druga będąca gwoździem do trumny. Mnóstwo nowych znajomości. W tym wszystkim byłam JA - poznająca siebie samą, ze stron, z których do tej pory się nie znałam. Miotająca się między chęcią poznania prawdy, a brakiem chęci do pozbawiania się złudzeń.
Uważam częściowo ten rok za zmarnowany - ale nie do końca, bo starałam się walczyć - tyle ile mogłam. Bardzo się przez ten czas zmieniłam i summa summarum udało mi się trochę odciąć od przeszłości.
Jaka teraz jestem? Na pewno ostrożniejsza i mniej ufna. Bardzo boję się drugiej takiej pomyłki, pomyłki wynikającej z mojej własnej głupoty i ignorancji faktów.

Jakie mam postanowienia na rok 2011? Standard:
- znaleźć idealną pracę !! to priorytet i marzę o tym, bo już nie mogę w domu wysiedzieć...
- bardziej racjonalnie i obiektywnie podchodzić do ludzi i życia.... bo będzie mi łatwiej :D
- zacząć regularnie odpisywać na maile i smsy.... bo coraz częściej odkładanie "na jutro" kończy się "świętym nigdy"

W sumie to tyle. Nie mam zbyt wiele wymagań :-) W domu, z rodzinką, ze znajomymi i przyjaciółmi wszystko w jak najlepszym porządku, więc jedynie mam nadzieję, że nic się nie zmieni... Mogłabym dodać, że chcę się rozwijać, coś tam doczytać i blablabla... Ale to jest tak mało istotne.

Czego życzę wszystkim innym?
Abyście mieli tak wspaniałych przyjaciół i rodzinę, jak ja - żebyście mogli zawsze liczyć na ich wsparcie.
Ten rok nauczył mnie m.in. właśnie tego - doceniania bliskich - i dzień w dzień dziekuję opatrzoności, za przyjaciół i rodzinę.

Ależ się zrobiłam nudna i sentymentalna :P Ale przykro mi - takie wiodę teraz spokojne życie :P Żadnych histetrii, otchłani rozpaczy ani nawet chlipania w poduche - wszystko jest OK :] Do szczęscia potrzebna mi tylko normalna praca i nowe tańce, ale te zaczynam od poniedziałku :P

2010-12-29 21:41:14 skomentuj (0)
Rozrachunki z przeszłością
Co jakiś czas przeglądam swoje stare notatki, nie koniecznie te stąd - różne... Muszę to robić, żeby być bardziej ostrożną, żeby pamiętać jacy są ludzie, jacy są faceci... Czytając to czasem śmiać mi się chce z siebie samej, jakie głupstwa wyprawiałam, jaka byłam naiwna i ślepa. PAMIĘTAĆ - każdy dzień okupiony cierpieniem powinien być lekcją na przyszłość - UNIKAĆ!
Pan H. który regularnie mnie dręczył psychicznie. Typowo toksyczny partner, który na dodatek nie panował nad swoimi nerwami i agresją.
Pan M1. który albo grał, albo na prawdę ma problemy z określeniem czego chce - a ja byłam dla niego taka dobra... Takie słodkie maile mu pisałam... Teraz myślę, że nie zasługiwał ani na nie ani na moje uczucie - i tak go nie odwzajemniał, więc najzwyczajniej w świecie marnował mój czas. Na dodatek zwodził mnie strasznie i nie umiał nic powiedzieć wprost.
Pan M2., kolejny niewiedzący czego by chciał, zapełniający sobie czas, w którym jego panna jest zajęta, inną dziewczyną. Ale trzeba przyznać, że był zabawny :-) Taki kompletnie inny, ciekawy obiekt do obserwacji. No i nikt nigdy nie prawił mi takiej ilości komplementów :D :D
Pan J. stary napalony zboczeniec z olbrzymim EGO.
Pan D. - najmniej szkodliwy, po prostu nie te klimaty.
Pan M3. - kolejny niezdecydowany, ale mało szkodliwy - wirtualne znajomości pozwalają zachować bezpieczny dystans.
Pan G. - kłamczuch, nudziarz i niechluj.
Pan M4. - nieszkodliwy - mądry, ale prawie 14 lat różnicy jednak mi przeszkadza.

Po przypomnieniu sobie wszystkich słodkich wtop, pomyłek i innych przekrętów - mogę spokojnie, z dużym dystansem przyjrzeć się kolejnemu Panu K.  - jako, że trudno mi uwierzyć, że wszystko jest z nim OK, raczej czekam :
Czym mnie tym razem zaskoczy obiekt tak ciekawy jak mężczyzna...?
Powinnam na pierwszym spotkaniu spytać:
- Masz dziewczynę, żonę, byłą żonę którą dalej kochasz, byłą dziewczynę która dalej kocha ciebie, dzieci, zaborczych rodziców, brata -siostrę przestępców, jesteś z mafii?
Ale jakoś mi głupio ;]
Ogólnie to dalej nie lubię etapu poznawania się. Wolę już być "po", wolę już znać i wiedzieć czego mogę się spodziewać. Tak jest łatwiej.
Ament.

2010-12-05 20:38:42 skomentuj (0)
Psychatra
Matka wysyła mnie do psychatry wmawiając mi depresję, a jak nie ją to stany lękowe... :/ Mogę tam iść pod warunkiem, że ją też zbada - na reakcje - bo wpadanie w furię z powodu jakieś błahostki też nie jest normalne. Jak chce mnie truć psychotropami, sama niech się nimi faszeruje :] Będziemy rodzinką świrów :] Ale może jej by pomogły... ?? Hmm...
2010-10-23 09:07:04 skomentuj (0)
Złe stosunki międzyludzkie
Ostatnio stałam się bardzo konserwatywna jeśli chodzi o stosunki damsko-męskie, może to przez zdarzenia z ostatniego roku, dwóch lat.... Czuję się brudna - najgorszym szlamem, którego zmyć nie sposób. Potraktowałam swoje ciało jak rzecz. Powinno ono nieść przyjemność MI, a nie innym. Jest mi wstyd i żałuję - wiem, nie zmienię tego, ale będę się bardziej pilnować na przyszłość..... W ciągu tak krótkiego czasu udało mi się tyle razy poniżyć, że to się w głowie nie mieści.
I proszę bez bzdurnych domysłów - bo podejrzewam, że osoba mająca najwięcej przedziwnych domysłów na temat powyższy wie najmniej, a właściwie nie wie nic.... Bo nic nie powiedziałam - nie czułam konieczności spowiadania się akurat tej osobie, tak samo jak ona nie czuje potrzeby spowiadania się ze swoich grzechów mi - zreszta... czy ja bym chciała tego słuchać? Pozostawmy resztę pozytywnego wizerunku o sobie chociaż w oczach innych.

2010-10-12 11:03:34 skomentuj (0)

.:XSięGA GośCI:.
O mnie


.:BLoGi:.

.:WrEDnE bLOguSIe:.
Tuturutu :-) piękne zdjęcia
Vintage Girl niepowtarzalne i urokliwe oblicze stylu vintage
Mademoiselle Emnilda nietuzinkowa
Gosinych ciuchów kilka nie tylko ciuchy - również pyszne przepisy!:)
Elfie szaty lubię zajrzeć - niepowtarzalny styl
IMpaCt prawie najlepszy facet pod sloncem ;)
::StRykEr:: tez facet ;)

.:WrEDnE sTRonkI:.
Kabaret Hrabi skecz Terapia - POLECAM :)
Face in hole zabawa ze zdjęciami
Ibutik darmowa konkurencja allegro
Makijażowe inspiracje eee noo makijażowe inspiracje? :P
Wild cat moj ulubiony sklep :D
Teatr im. Kochanowskiego wszysciutko o miejscu ktore kocham
Wróżby The truth is out there...


.:ArCHiWUm:.

2011
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2008
sierpień
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec



pifarek.prv.pl
Original image by © Anonymous66.
Layout by © Mizarek 2004